Wczytywanie…

Świat fauny i flory kurczy się z każdym rokiem. Według autorów raportu "The Global Ecosystem Assessment” aż milion gatunków roślin i zwierząt zagrożonych jest dziś wyginięciem, za co w dużej mierze odpowiada człowiek. W tym kontekście nasz największy niepokój powinna budzić coraz gorsza kondycja pszczół. Rola tych małych owadów jest dużo większa niż mogłoby się wydawać. 

Nie tylko miód

Czasami bywają dla nas uciążliwe, a dla osób uczulonych na ich jad wręcz niebezpieczne, jednak nikt nie ma wątpliwości, iż to jeden z najbardziej pożytecznych gatunków owadów. Miód, którym tak chętnie się zajadamy, to tylko jeden z powodów, dla których pszczoły zyskały status zwierząt hodowlanych. Duże wzięcie mają też: wosk (z którego robi się świece i który np. wchodzi w skład impregnatów do butów oraz kosmetyków), propolis (ceniony składnik wielu medykamentów), a także pszczele mleczko (bogate w witaminy i cenne pierwiastki, wspomagające gojenie się ran i stosowane na impotencję). W medycynie wykorzystuje się też pszczeli jad, którym leczy się reumatyzm (ale warto zaznaczyć, iż terapia zwana apipunkturą stosowana jest jedynie w przypadku osób nieuczulonych na zawarte w nim substancje).

Pszczoły, które by wyprodukować kilogram miodu muszą dotrzeć do kilku milionów kwiatów, nie bez przyczyny stawiane są za wzór pracowitości. Rolę, jaką wytwory tych niepozornych owadów, odgrywają w medycynie naturalnej doskonale podsumowuje niemieckie przysłowie: „Jeden ul może odebrać pracę dziesięciu lekarzom”. Nieprawdaż, że dużo zyskujemy dzięki naszym małym, brzęczącym przyjaciołom?

2c

Nasze być albo nie być…

Ale gra toczy się tu o dużo większą stawkę. Bez miodu, propolisu, czy wosku jeszcze moglibyśmy się jakoś obejść (chociaż byłaby to duża strata). Sytuacja jest jednak bardziej dramatyczna. Wyginięcie pszczół pociągnęłoby za sobą prawdziwą reakcję łańcuchową, która doprowadzi do niewyobrażalnej katastrofy. Bez pracowitych owadów kwiaty nie będą zapylane i rośliny przestaną się rozmnażać. Brak roślin oznacza głód w świecie zwierząt. Konsekwencje dla nas – ludzi – są łatwe do przewidzenia. 

Według słów, które przypisuje się Albertowi Einsteinowi, bez pszczół ludzkość może przetrwać zaledwie cztery lata. Naukowcy nam współcześni mówią o dekadzie. Chociaż dają nam nieco więcej czasu, wielkiego optymizmu wciąż nie widać.

Zaraz, zaraz, ktoś powie, że te katastroficzne wizje są przesadzone, bo świat flory obejmuje też gatunki, które rozmnażają się bez pomocy pszczół. To prawda. Są, ale stanowią zaledwie 10-20% ogółu. To może być za mało, żeby udźwignąć ciężar wykarmienia mieszkańców naszej planety.

Film grozy, który zaczyna dziać się naprawdę

Motyw ginących pszczół to świetny materiał na scenariusz filmu katastroficznego. Taki efekt motyla, który niesie ze sobą – wydawać by się mogło – nieproporcjonalnie duże konsekwencje. Niestety, ostatnio można odnieść wrażenie, że scenariusz ten zaczyna się realizować, ale nie na planie filmowym, tylko w naszej rzeczywistości. Informacje o masowej zagładzie pszczół dochodzą z różnych zakątków świata: od Chin przez Stany Zjednoczone po Polskę. Co gorsza, wszystko dzieje się bardzo szybko. W ciągu zaledwie 5 lat pasieki w krajach Unii Europejskiej straciły około 15% pszczół. Jeszcze bardziej porażające dane napływają do nas zza Oceanu i z Państwa Środka.

Dlaczego giną pszczoły?

Co wywołało ten niebezpieczny trend? Teorie są różne, specjaliści mają dziś około dziesięciu hipotez. Najczęściej uważa się, że za wymieranie pszczół odpowiadają pestycydy, na szeroką skalę stosowane w rolnictwie. Pszczołom ma szkodzić zwłaszcza cukier, którym karmimy te pożyteczne owady, gdy podbierzemy im zapasy „żywności”. Buraki, z których powstają białe kryształki, wcześniej traktowane są właśnie rzeczonymi środkami chemicznymi. Dosyć często słyszy się głosy, że owadom szkodzą rośliny modyfikowane genetycznie. Zaburzenia mogę też być związane z charakterystyką upraw. Gdy ekologiczną różnorodność próbujemy zastąpić monokulturą i na olbrzymich połaciach sadzimy jedną odmianę roślin, fundujemy pszczołom uboższą dietę. Do tego dochodzą choroby, które nie są wytworem współczesnej cywilizacji, gdyż występowały od dłuższego czasu.

CCD, czyli wielka ucieczka robotnic

Niektórzy wiążą wymieranie pszczół z rozwojem telefonii komórkowej. Według jednej z teorii działanie nadajników może być przyczyną syndromu CCD – zjawiska, które od kilkunastu lat pustoszy pasieki. Pszczoły-robotnice z niewyjaśnionych do końca przyczyn, opuszczają ule, pozostawiając tam królową wraz z potomstwem. Są podejrzenia, że owady ulegają pewnego rodzaju dezorientacji, a odpowiedzialne za to są właśnie fale telefoniczne. Według konkurencyjnej hipotezy za taki stan rzeczy odpowiadają substancje stosowane w rolnictwie - zwane neonikotynoidami. Problem CCD z roku na rok zatacza coraz szersze kręgi. W USA są pasieki, w których z powodu tej przypadłości ubyło 90% populacji pszczół.

2b

Czy pszczoły są niezastąpione?

Pszczoły są nam potrzebne, ale czy faktycznie nie mogą być zastąpione? W Chinach są miejsca, gdzie tych pożytecznych owadów nie widziano od lat. Roślinom pomagają więc specjalnie wyszkoleni robotnicy, którzy do zapylania kwiatów używają niewielkich miotełek. Praca ta z pewnością nie jest lekka, a jej efekt daleki od tego, jaki gwarantują pszczoły. By zastąpić tylko jednego owada potrzeba aż... tysiąca osób! Chociaż dla nas brzmi to jak absurdalny żart, zawód „zapylacza” staje się coraz popularniejszym fachem. Co więcej: jeśli skutecznie nie zaczniemy chronić naszych pszczół, może się wnet okazać, że to jedyny sposób na to, by na nasze stoły mogły trafić warzywa i owoce. Taki scenariusz oznaczałby początek końca naszego gatunku.